Aktor jest pod dużym wrażeniem najnowszego filmu Christophera Nolana. „Odyseję” postrzega jako ambitną reinterpretację jednego z najważniejszych dzieł światowej kultury, którą zdecydowanie warto zobaczyć. Mimo entuzjazmu wobec tej produkcji Antoni Królikowski zauważa również jej słabsze strony. Jego zdaniem momentami zabrakło oczekiwanej przez niego magii, szczególnie w finałowej scenie.
Królikowski zwraca uwagę przede wszystkim na twórcze podejście Christophera Nolana do oryginalnej „Odysei”. Reżyser co prawda czerpie z homeryckiego pierwowzoru, ale umiejętnie przekształca pewne jego elementy, by na nowo opowiedzieć tę dobrze już znaną historię.
– Film genialny, ale trzeba go po swojemu przeżyć. Widziałem go dopiero wczoraj wieczorem i jeszcze we mnie siedzi, cały czas o nim myślę. Oczywiście mocno odbiega od oryginału Homera, ale świadomie, dosyć sprytnie. Nie przeszkadza mi to akurat, bo na tym to polega, że musimy dzisiaj na nowo opowiadać źródła kultury i on, Nolan, jest w tym mistrzem. To jest po prostu „Odyseja” Nolana, zdecydowanie polecam obejrzeć. Ja miałem tak, że trzy godziny siedziałem, byłem po prostu wpatrzony w ekran i nagle się skończyło – mówi agencji Newseria Antoni Królikowski.
Jego zdaniem Matt Damon doskonale poradził sobie w roli Odyseusza. Królikowski podkreśla swoją sympatię do tego aktora, jednak w tej odsłonie punktuje jego niezbyt udaną charakteryzację, która rozpraszała go podczas seansu. Szczególnie oczekiwał mocniejszego wydźwięku finałowej sceny powrotu Odyseusza do Itaki.
– Dla mnie te trzy godziny to nawet nie było zbyt długo, ale trochę zabrakło innych elementów, zabrakło magii w tym filmie. Kiedy na koniec Matt Damon dociera do Itaki, to powinniśmy wszyscy się popłakać. A ja widzę przede wszystkim te jego plastikowe zęby i trochę mnie to drażni, mimo że on super zagrał, w ogóle uwielbiam tego aktora – dodaje.

Napisz komentarz
Komentarze