Na przestrzeni ostatnich lat coraz więcej kobiet sprawuje funkcje publiczne i polityczne. Mimo to w lokalnych władzach samorządowych wciąż stanowią one mniejszość. Wśród największych barier, które ograniczają ich udział w życiu politycznym, uczestniczki debaty zorganizowanej w Biurze Parlamentu Europejskiego w Warszawie wymieniają obowiązki rodzinne, stereotypy kulturowe, brak przekonania o własnej wartości czy wsparcia ze strony męskiej części sceny politycznej. Ekspertki podkreślają, że udział kobiet w samorządzie jest bardzo istotny, dlatego warto je zachęcać do większej aktywności.
– Jest nas coraz więcej w życiu publicznym. Do tej pory dominowałyśmy przede wszystkim w organizacjach społecznych, ale coraz więcej kobiet zostaje sołtyskami, polityczkami, radnymi czy wreszcie parlamentarzystkami. Ta droga często tak wygląda: od najniższego zaangażowania, najbliżej ludzi – mówi agencji Newseria Magdalena Biejat, wicemarszałkini Senatu z Nowej Lewicy. – To jest bardzo dobra wiadomość, bo kobiet powinno być w samorządach jak najwięcej. Dzięki temu więcej osób i kobiet dostrzeże, że ta przestrzeń polityki też jest dla nich.
– Odsetek kobiet aktywnie działających w życiu politycznym, społecznym i samorządowym wciąż się zwiększa. Ale uważam, że jeszcze wiele pracy przed nami, żeby kobiety do tej pracy zachęcać – mówi Aleksandra Kosiorek, prezydent Gdyni.
Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, Polki zajmują obecnie 29 proc. miejsc w polskim parlamencie, podczas gdy w 2015 roku ten odsetek kształtował się na poziomie 25 proc. Wynik ten wciąż jest jednak poniżej średniej unijnej, która wynosi 33 proc. Dane GUS-u pokazują także, że w 2024 roku kobiety zajmowały co trzecie miejsce w radach gmin, miast na prawach powiatu i w sejmikach województw. W 2015 roku odpowiadały za jedną czwartą składu. Z kolei w radach powiatów w 2024 roku stanowiły ok. 25 proc., podczas gdy dekadę wcześniej – ok. 20 proc.
– Kobiety coraz częściej angażują się w życie publiczne i polityczne. Te dwie kategorie trzeba od siebie oddzielić. Kobiety dość często angażują się na najniższym poziomie, czyli w samorządzie lokalnym, na poziomie gminnym, a zwłaszcza jest to widoczne w samorządach wiejskich. Mam tu na myśli radne. Natomiast jeśli rozmawiamy o kobietach wójtach, nadal jest ich bardzo mało – podkreśla dr hab. Justyna Wasil z Katedry Administracji Publicznej UMCS w Lublinie.
Według danych GUS-u na koniec 2024 roku w Polsce urząd sołtysa sprawowało 40 722 osób, z czego 20 150 stanowiły kobiety. Kobiety znacznie rzadziej sprawują funkcję wójtów, ale również burmistrzów czy prezydentów miast. W 2024 roku stanowiły 16 proc. osób obejmujących te stanowiska (397 na 2477 stanowisk), choć w 2015 roku odsetek był jednak niższy i wynosił 11 proc.
– Częsta nieobecność kobiet wynika z tego, że nie wierzą w siebie i swój sukces. Przed nami więc bardzo dużo pracy u podstaw, aby zmieniać przyzwyczajenia kobiet, bo są bardzo cennymi członkami życia samorządowego. Warto je zachęcać, żeby ten odsetek zwiększać – uważa Aleksandra Kosiorek.
Jak wynika z raportu Instytutu Spraw Publicznych „Kobiety w polityce lokalnej. Udział kandydatek w wyborach samorządowych 2024”, w wywiadach przeprowadzonych z kandydatkami, które w 2024 roku przeszły do drugiej tury wyborów na wójta, burmistrza i prezydenta, kobiety wskazywały, że pogodzenie pracy samorządowej z wychowywaniem dzieci jest bardzo trudne. Często decydowały się na kandydowanie już w momencie, gdy ich dzieci osiągnęły pełnoletniość lub względną samodzielność.
– Barier dla kobiet w życiu politycznym niestety nadal jest mnóstwo: od najprostszych, z którymi wszystkie się mierzymy w naszej działalności publicznej czy zawodowej, czyli praca opiekuńcza. To najczęściej na nas spoczywa obowiązek opieki nad dziećmi. To my częściej jesteśmy pytane o to, kto się zajmuje dzieckiem, kiedy robimy kampanię. To my częściej jesteśmy odpowiedzialne za organizację opieki. W związku z tym dużo trudniej jest połączyć te dwie funkcje, zwłaszcza gdy, jak często w samorządzie bywa, funkcja sołtyski czy radnej nie jest płatna, tylko społeczna – zaznacza Magdalena Biejat.
– Do barier, które ograniczają dostęp do lokalnych funkcji życia publicznego i politycznego kobiet, należy zaliczyć barierę kulturową. Jesteśmy wychowywane do trochę innych funkcji niż mężczyźni. Aczkolwiek ona zanika – uważa dr hab. Justyna Wasil. – Bariery to bardziej kwestia stereotypów, czyli myślenia ogółu społeczeństwa, zarówno kobiet, jak i mężczyzn, do czego kobieta się nadaje, z czym wiąże się dyskryminowanie jej w lokalnym wyścigu do władzy, danej funkcji czy polityki.
Podkreśla jednocześnie, że kobiety są obecnie lepiej wykształcone niż w przeszłości i lepiej niż mężczyźni. Jak wynika z raportu GUS-u „Kapitał ludzki w Polsce w latach 2020–2024”, w 2024 roku 40,2 proc. kobiet mogło się pochwalić dyplomem uczelni. Wśród mężczyzn było to 28,3 proc.
– W latach 90. kobiety były dyskryminowane na rynku pracy, więc młode dziewczyny szły na studia, a teraz zrobiły kariery i przechodzą do samorządu i polityki lokalnej – podkreśla ekspertka z Katedry Administracji Publicznej UMCS w Lublinie. – Jeśli chodzi o barierę ekonomiczną, to kobiety uniezależniły się od mężczyzn finansowo. Posiadają też prawo jazdy, co kiedyś było czymś rzadko spotykanym.
Z wywiadów przeprowadzonych przez ISP wynika, że stereotypy płci zarówno w kampanii wyborczej, jak i po objęciu urzędu przez kobiety dotyczą w dużej mierze ich wyglądu i wieku. Ponadto kobiety musiały udowadniać swoją wartość zarówno na studiach, jak i w życiu politycznym.
– Kolejna bariera budowana jest przez mężczyzn. Niestety nadal jest tak, że wspierają oni przede wszystkim kolegów, a nie koleżanki. Zachęcają do udziału w polityce innych mężczyzn, a nie inne kobiety. Dlatego tak ważne są kwoty czy – mam nadzieję – kiedyś parytety, czyli zasada, że połowa listy musi być złożona z jednej płci – mówi wicemarszałkini Senatu.
W wyborach do organów stanowiących (poza gminami do 20 tys. mieszkańców) obowiązuje wymóg 35 proc. kwoty płci na liście wyborczej. Z raportu ISP wynika, że w 2024 roku w wyborach do sejmików wojewódzkich liczba kandydatek zwiększyła się do 46,8 proc. z niespełna 30 proc. w 2010 roku, a mandaty uzyskało 32,3 proc. kandydatek. W przypadku wyborów na stanowisko prezydenta, burmistrza i wójta nie wprowadzono żadnych rozwiązań wyrównujących szanse kobiet i mężczyzn, dlatego odsetek startujących pań jest niższy – w 2024 roku przekroczył nieznacznie próg 20 proc. Od 2010 roku odsetek kandydatek na wójta zwiększył się o 7,9 pp., a wśród kandydatek na burmistrza o 7,8 pp. W przypadku kandydatek na prezydentów miast dynamika wzrostu była mniejsza i wynosiła 5 pp.
– Udział kobiet w samorządach to przede wszystkim gwarancja myślenia nie tylko o twardych inwestycjach infrastrukturalnych, ale również o rozwiązywaniu potrzeb naszych lokalnych społeczności. Przedszkola, szkoły, miejsca, gdzie dzieci i całe rodziny mogą spędzać czas – to przede wszystkim problemy w pierwszej linii zauważane przez kobiety. Ich głos i doświadczenie są gwarancją tego, że miasta będą się zmieniać w kierunku, który będzie przyjaźniejszy dla mieszkańców – uważa Aleksandra Kosiorek.
– Jeżeli chcemy, żeby chodniki były dostosowane do potrzeb osób starszych czy osób z niepełnosprawnościami, żeby dobrze działał transport autobusowy, żeby w miejscach publicznych były toalety czy windy, to o to zadbają kobiety. Jeśli chcemy, żeby dobrze działała pomoc społeczna, żeby samorząd skupił się na przestrzeni publicznej przyjaznej dla wszystkich, to o tym częściej pomyślą kobiety niż mężczyźni – uważa Magdalena Biejat. – Poza tym nie ma instytucji publicznej, która będzie wzbudzała zaufanie publiczne wtedy, kiedy niereprezentowane są w niej obywatelki. Tak to działa.
Podkreśla, że dzisiejsze przywódczynie to osoby, które często potrafią postawić na dialog i budować porozumienia. Skupiają się na realnych potrzebach osób, które najbardziej wymagają wsparcia. Przykładem może być samorząd pomocniczy, np. sołectwa. Tu kobiety stanowią prawie połowę.
– Tutaj mówimy o lokalnych liderkach. To jest zupełnie inne przywództwo niż w przypadku radnych albo wójtów. Ono jest bardzo oddolne, niezwiązane z apanażami finansowymi. Jest to praca społeczna, która z jednej strony odnosi się do tego, co powinno, czyli realizacji i przekazywania informacji z najniższego poziomu do rady gminy. Z drugiej strony jest responsywność sołtysek na potrzeby lokalnych społeczności, w tym osób starszych, z niepełnosprawnościami, czyli wykorzystywanie wspólnotowego podejścia – mówi dr hab. Justyna Wasil.
Szansą na zwiększenie partycypacji obywatelskiej kobiet na poziomie lokalnym mogą być nowe przepisy, przygotowane niedawno przez rząd, które mają wprowadzić rady kobiet jako nową instytucję do gmin, powiatów i województw. Takie rady działają w Polsce od 2010 roku, ale ich rozwój ograniczał do tej pory brak jednoznacznych przepisów. Mają one reprezentować środowiska kobiece przed organami jednostek samorządu terytorialnego oraz podejmować inicjatywy na rzecz społeczności lokalnej. Ministra ds. równości Katarzyna Kotula podkreśla, że tego typu wsparcie instytucjonalne rad kobiet może w dłuższej perspektywie służyć zwiększeniu reprezentacji kobiet w lokalnych władzach i organach decyzyjnych.
Okazją do dyskusji była debata zorganizowana w ubiegłym tygodniu przez Biuro Parlamentu Europejskiego w Warszawie „Kobiety w samorządach – jak przebić szklany sufit?”.












Napisz komentarz
Komentarze