Michał Podsiadło podkreśla, że projekt Szekspir w Parku należy do najpopularniejszych letnich wydarzeń teatralnych w Warszawie, bo łączy klasykę, naturę i atmosferę wspólnego przeżywania kultury pod gołym niebem. Aktor zapewnia, że dobrze czuje się na plenerowej scenie i choć czasem burza przerywa spektakl albo zdarzają się jakieś wpadki techniczne, to nie definiuje tego w kategorii porażki. Jego zdaniem w takich warunkach coraz większe znaczenie ma natomiast sposób budowania relacji z widzem.
Przeniesienie spektakli do parku sprawia, że klasyczna literatura przestaje się kojarzyć z czymś elitarnym i niedostępnym, a staje się częścią letniego wypoczynku i sposobem na ciekawe spędzenie wolnego czasu.
– Sukces Szekspira w Parku wynika przede wszystkim z tego, że jest to projekt skierowany do ludzi i jest w wakacje, kiedy na mapie teatralnej jest trochę mniej wydarzeń. Poza tym jest to wydarzenie w plenerze, bardzo niezobowiązujące, w związku z czym atmosfera piknikowa z Szekspirem powoduje, że ludzie tłumnie do nas przybywają – mówi agencji Newseria Michał Podsiadło.
W jubileuszowej edycji projektu na afiszu znalazły się dwie komedie oparte na motywie zamiany tożsamości – jednym z ulubionych chwytów dramaturgicznych Szekspira. Tegoroczna premiera „Komedii omyłek” oraz powracający po sukcesie poprzednich sezonów „Wieczór Trzech Króli” pokazują, że ta twórczość jest nadal aktualna. Co prawda zmieniły się stroje, miasta i tempo życia, ale nie zmieniło się to, co nas bawi. Zawsze najbardziej śmieszą nas bowiem ludzkie słabości: pomyłki, błędne założenia, zazdrość, nadinterpretacje i przekonanie, że wiemy więcej niż inni. Kiedy 2 tys. osób zebranych w wilanowskim parku jednakowo reaguje na te same sceny, trudno o bardziej czytelny sygnał, że ten humor nadal działa. Otwarta przestrzeń i bezpośredni kontakt z widownią sprawiają też, że emocje szybciej się udzielają.
– Tutaj jesteśmy poza budynkiem teatru, w naturze, w związku z czym kontakt z widzem jest najważniejszy. Staramy się więc, aby ta sztuka była jak najbliżej naszej publiczności, grając role, włączamy nawet czasem naszych widzów. Bywa też, że najmłodsza publiczność sama bardzo chętnie nam podpowiada, gdzie kto się ukrył, gdzie jest albo co powiedział, kiedy akurat w sztuce padnie takie pytanie – mówi.
Michał Podsiadło przyznaje, że podczas spektakli plenerowych nie brakuje nieprzewidzianych sytuacji, ale aktorzy są już na tyle doświadczeni, że potrafią na nie umiejętnie zareagować. Traktują je jak część przedstawienia, a nie przeszkodę odbierającą mu wartość.
– Czasem zdarzają się wpadki, które też przekuwamy na walor. Kilkukrotnie się zdarzyło, że aktorowi na scenie po prostu przestał działać mikroport. Czasem spektakl przerwała burza, czasem deszcz, czasem jest to na chwilę, a czasem niestety musimy skończyć wieczór przed czasem, dlatego zdarzają się niespodziewane sytuacje, do których publiczność jest już chyba przez te lata przyzwyczajona – mówi.
Mimo że spektakle grane są w plenerze, to aktorzy nie rezygnują z kostiumów, choć jak przyznaje Michał Podsiadło, zwłaszcza kiedy panują wysokie temperatury, nie do końca czują się w nich komfortowo.
– Staramy się pić dużo chłodnych napojów izotonicznych i oczywiście dbamy o formę, więc jakoś sobie radzimy z warunkami atmosferycznymi. Ale faktycznie jest trudno, kiedy o 20 są jeszcze 32 stopnie, ale mimo wszystko to nie jest dla nas przeszkoda – dodaje aktor.

Napisz komentarz
Komentarze