Trzy dekady grania i wciąż ten sam głód sceny
Zespół Rzepczyno obchodzi w tym roku 30-lecie działalności, a jego dorobek robi wrażenie: ponad 850 koncertów, występy w kraju i za granicą, obecność na dużych festiwalach oraz nominacja do Fryderyka. Dziś grupa pojawi się na scenie GRYF MUSIC FEST, przypominając, że muzyka zakorzeniona w tradycji może brzmieć świeżo, mocno i współcześnie.
W historii zespołu nie chodzi jednak wyłącznie o liczby i kolejne sceniczne sukcesy. Rzepczyno stało się miejscem spotkania różnych muzycznych doświadczeń, temperamentów i pokoleń. Obok osób związanych z grupą od początku występują artyści, którzy dorastali już w cyfrowym świecie, z zupełnie innym sposobem słuchania muzyki i kontaktu z publicznością. Jak podkreśla Paweł Tomaszewski, różnice wieku są odczuwalne, ale właśnie one budują siłę zespołu. Na scenie metryka schodzi na dalszy plan, a najważniejsza pozostaje sama muzyka.
To szczególnie ważne w przypadku formacji, która od lat porusza się na styku folkloru, folk-rocka i koncertowej energii. Rzepczyno nie chce odtwarzać przeszłości w niezmiennej formie. Zespół podkreśla, że tradycja nie jest zamkniętą gablotą, lecz procesem, który żyje dzięki ludziom gotowym dopisywać do niej własne emocje, brzmienia i wrażliwość.
Młodość, doświadczenie i wspólny język sceny
Jednym z najciekawszych wątków tej historii jest obecność w zespole najmłodszego pokolenia. Franciszek Kurkowski dołączył do Rzepczyna jako trzynastolatek. Jak sam przyznaje, nie myślał o zespole w kategoriach „starego folku”. Zobaczył przede wszystkim energię: instrumenty, wspólny śpiew publiczności i scenę, na której dzieje się coś prawdziwego. To właśnie ten żywy kontakt z muzyką sprawił, że chciał stać się częścią grupy.
Młody wiek nie oznaczał jednak taryfy ulgowej. Franciszek mówi wprost o tremie i świadomości, że gra z osobami mającymi za sobą setki koncertów. Taka sytuacja szybko uczy pokory, bo scena błyskawicznie weryfikuje umiejętności. Jednocześnie w zespole nie został zamknięty w roli „tego młodego”. Może proponować własne rozwiązania, dyskutować, a czasem nawet przekonywać starszych kolegów do nowego spojrzenia na utwory i aranżacje.
To działa także w drugą stronę. Paweł Tomaszewski zwraca uwagę, że młodzi muzycy wnoszą do zespołu świeżość i odwagę zadawania pytań. Nie są przywiązani do myślenia, że coś trzeba robić wyłącznie dlatego, że „zawsze tak było”. Jeśli folklor ma przetrwać kolejne dekady, musi pozostawać otwarty na nowe pokolenia i ich sposób przeżywania muzyki. Rzepczyno zdaje się dobrze rozumieć tę zasadę.
Podobnie o współpracy mówi Darek Bolesta, który razem z Franciszkiem tworzy sekcję rytmiczną. W jego ocenie prawdziwe porozumienie na scenie nie wymaga długich rozmów. Czasem wystarcza spojrzenie, intuicja i uważne słuchanie drugiego muzyka. Doświadczenie spotyka się tu z młodzieńczą energią, a efekt bywa zaskakująco spójny. To właśnie w takich momentach najlepiej widać, że pokoleniowe różnice nie muszą dzielić, lecz mogą twórczo napędzać zespół.
Folklor jako żywa tradycja, a nie muzealny eksponat
W rozmowie z członkami Rzepczyna wybrzmiewa ważna myśl: folklor musi się zmieniać, żeby przetrwać. Muzycy odrzucają przekonanie, że tradycja oznacza wierne kopiowanie dawnych form. Jak zauważa Paweł Tomaszewski, melodie ludowe od zawsze wędrowały między miejscowościami, zmieniały słowa, nabierały lokalnych cech i dostosowywały się do instrumentów, które były akurat pod ręką. Współczesne instrumentarium, mocniejsza sekcja rytmiczna czy sceniczna dynamika są więc raczej naturalną kontynuacją tego procesu niż jego zaprzeczeniem.
To podejście dobrze ilustruje najnowszy utwór zespołu „Poszłabym za Ciebie”. Choć opowiada historię osadzoną w ludowej symbolice, z miłością, tęsknotą, naturą i klimatem nocy świętojańskiej, jego rdzeń pozostaje zaskakująco aktualny. Emocje nie zestarzały się ani trochę. Zmieniły się realia i narzędzia komunikacji, ale uczucia nadal pozostają te same. Jak żartobliwie zauważa najmłodszy członek grupy, dziś człowiek zamiast patrzeć w las, sprawdza, czy druga osoba odczytała wiadomość. Sens pozostaje jednak podobny.
Muzycy podkreślają też, że młoda publiczność nie odrzuca folkloru z definicji. Często po prostu nie miała okazji zobaczyć go w atrakcyjnej, koncertowej odsłonie. Gdy tradycyjne melodie dostają energię sceny, moc rytmu i bezpośredni kontakt z wykonawcami, bariery znikają. Publiczność przestaje analizować gatunki, a zaczyna reagować naturalnie: śpiewem, ruchem, wspólnym rytmem. To dowód, że ludowa muzyka wciąż potrafi poruszać także tych, którzy wcześniej nie mieli z nią większego kontaktu.
Muzyka przekazywana z człowieka na człowieka
Szczególny wymiar ma w Rzepczynie również relacja między nauczycielem a uczniem. Karolina Żuk była kiedyś uczennicą Jana Sokolnickiego, a dziś razem występują na jednej scenie. To historia, która pokazuje, że edukacja muzyczna nie kończy się na sali prób ani na formalnych lekcjach. Jej prawdziwy sens ujawnia się czasem dopiero po latach, kiedy uczeń dojrzewa artystycznie i zaczyna współtworzyć muzykę na własnych zasadach.
Jan Sokolnicki podkreśla, że tradycji nie da się przekazać wyłącznie przez zapis nut czy archiwalne nagrania. Dokumentacja jest ważna, ale sama w sobie nie wystarczy. Muzyka ludowa żyje wtedy, gdy przechodzi z osoby na osobę: ktoś śpiewa komuś melodię, ktoś pokazuje sposób frazowania, ktoś młodszy słucha starszego i nadaje tej samej opowieści nowy głos. Jeśli ta relacja zanika, zostaje jedynie zapis. A tradycja, aby naprawdę istnieć, musi pozostać żywa.
Podobne podejście widać u Karoliny Terefenko, która mówi o skrzypcach nie jako o ozdobniku, lecz jako jednym z pełnoprawnych głosów zespołu. W jej opinii instrument kojarzony z dawnym brzmieniem może znakomicie odnaleźć się obok basu, perkusji i nowoczesnej scenicznej energii. To ważny sygnał dla młodych muzyków: tradycyjne instrumenty nie muszą być zamknięte w szkolnym schemacie ani kojarzyć się wyłącznie z klasyczną dyscypliną. Mogą być nośnikiem siły, ekspresji i twórczej wolności.
Jedna scena, wiele doświadczeń i wspólna przyszłość
Po ponad 30 latach Rzepczyno nie sprawia wrażenia zespołu, który zatrzymał się na wspomnieniach. Wręcz przeciwnie, grupa patrzy przede wszystkim w przyszłość, mając jednocześnie pełną świadomość własnych korzeni. Ta równowaga wydaje się kluczem do ich trwałości. Każdy z muzyków wnosi do zespołu własny świat, własne doświadczenia i własną wrażliwość. Rzepczyno powstaje dokładnie tam, gdzie te wszystkie perspektywy spotykają się na scenie.
Muzycy zgodnie podkreślają, że dobra melodia nie pyta o datę urodzenia, a rytm działa podobnie na wszystkich. Pod sceną spotykają się dzieci, rodzice i dziadkowie. Jedni rozpoznają dawną melodię, inni reagują przede wszystkim na energię koncertu. Później przychodzi refren i nagle wszyscy śpiewają razem. Właśnie w takich chwilach najlepiej widać sens hasła: trzy pokolenia, jedna scena.
Dzisiejszy występ Rzepczyna na GRYF MUSIC FEST będzie więc nie tylko jubileuszowym koncertem, ale także opowieścią o tym, że muzyka potrafi budować mosty tam, gdzie na co dzień widzimy różnice wieku, doświadczeń i języka. A jeśli starsi potrafią zrobić miejsce młodszym, a młodsi chcą wejść na scenę z szacunkiem do korzeni, folklor nie tylko nie umiera. On po prostu brzmi dalej, coraz pełniej i coraz głośniej.
Foto: "RZEPCZYNA"

Napisz komentarz
Komentarze